Hej Rodzinka

Idac z duchem Internetu ten raport jest dostepny dla Was z mojego konta w Boise (jak to milo ze mam to konto - Omaha naklada na nas niedorzeczne ograniczenia i tam nie moglbym tych zdjec ponizej w ogole zmiescic).

Jak juz wczesniej zesmy sie zgodzili, jeden obrazek jest wart tysiac slow, wiec dzisiaj dostaniecie kilkadziesiat tysiecy tych slow. Poniewaz nie moge przesadzac z iloscia zajmowanego miejsca w Boise, stare zdjecia zostaly stad usuniete.

Pewnie zastanawiacie sie czasami gdzie spedzam najwiecej czasu. Oczywiscie, prawie caly czas jestem na Uniwersytecie. Chodze sobie tu i tam, siedze sobie tu i tam, czyli zachowuje sie jak taki kwantowy elektron, ale najwieksza "gestosc mojej obecnosci" jest u Saharona w officie i w instytutowej kawiarni. Ta kawiarnia to po prostu taki wspolny pokoj z moja ukochana: maszyna do parzenia wspanialej kawy:

(UWAGA: wszystkie miniaturki zdjec ponizej zaprowadza Was do duzych orginalow - po prostu kliknijcie na miniaturke)


A1-AandCoffee

A2-AandCoffee

A3-AandCoffee

A4-AandCoffee

A5-AandCoffee

A6-AandCoffee

W tym samym pokoju mozna spotkac wszystkich ludzi z Instytutu, takze sekretarki. Lucia jest tutaj najglowniejsza sekretarka - ona pochodzi z Rumuni i wszystkim i wszystkimi trzesie. Shani jest sekretarka "przypisana" do Saharona:


B3-AandShani

B1-Shani

B2-Lucia

B4-LuciaandShani

B5-LuciaandShani

Jak wiecie, mieszkam w miejscu ktore nazywa sie "Bed and Breakfast" i ktore to miejsce jest zamieszkane przez rozne charaktery - wielu zatrzymuje sie tu tylko na dzien-dwa, sa tacy co (jak ja) mieszkaja tu przez dluzej. Do "dlugoterminowych" mieszkancow naleza Marie, Rachel i Avi. Dani jest szefem calego interesu a Toni jest jego pomocnikiem. Toni jest z Bosni, potrafi cos powiedziec w dwudziestu jezykach, ale zadnego z nich nie zna dobrze.


BaB-breakfast

BaB-Dani

BaB-Toni

BaB-Marie

BaB-Rachel

BaB-Avi

Idac z mojej sypialni na Uniwersytet przechodze kolo Centralnej Stacji Autobusowej i zaraz potem kolo budynku poczty. Ten ostatni bardzo mi sie podoba bo ma flage bialo-czerwona na dachu. Nie, nie, to nie polska flaga, to flaga poczty. Ale z daleka wyglada jak nalezy.


C1-BusStation

C2-BusStation

C3-PostOffice

Dzisiaj (Sat Jul 24, 2004) postanowilem sobie zrobic sobie prawdziwy szabas i nie pracowac. Skonczylem pisac prace Saharonowi, nasza wspolna praca i tak sie rozsypala i jej przed wyjazdem nie skoncze, wiec czemu by nie? Po sniadaniu pojechalem z Danim kawalek w kierunku jego domu i wysiadlem przy Lesie Jerozolimskim. Ten las to w zasadzie taki park ktory otacza Gore Herzl (Mount Herzl). Na tej gorce znajduje sie Yad Vashem, Jerozolimskie Muzeum Holokaustu. Bardzo ladne ale i przygnebiajace miejsce; to tam jest ten park sprawiedliwych z drzewkami oliwnymi dla tych co pomagali Zydom w czasie II Wojny. Ale Las Jerozolimski to miejsce calkiem inne w nastroju: to tu przyjezdza sie na pikniki, tutaj sie biega, spaceruje, cieszy, itp, itd. Ja zaczalem moj wielki dzisiejszy spacer wlasnie tam:


JF1-start

JF2-gasolinetanks

JF3-gasolinetanks

Pewnie nie uwierzycie, ale te zbiorniki na dwoch ostatnich zdjeciach powyzej, to naprawde sa olbrzymie zbiorniki z benzyna. A nad nimi jest nowe osiedle mieszkaniowe - a my z Gosia martwimy sie jakims tam glupim radarem czy tez linia wysokiego napiecia. Kolejne zdjecia byly zrobione w czasie mego dalszego spaceru, stale w Lasku Jerozolimskim.


JF4-road

jf5

jf6

jf7

JF8-findyourway

jf9

jf10

jf11

jf12

jf13

JF14-endone

JF15-endtwo

Z lasku wyszedlem kolo glownego wejscia do Yad Vashem, na ulice Herzla. Dziarsko poszedlem ta ulica w kierunku Uniwersytetu, myslac najpierw ze tam skoncze moj spacer.


h1

h2

h3

h4

h5

Te dwa zdjecia zaraz powyzej to jest nowa droga szybkiego ruchu (Begin Road) ktora wybudowano juz po naszej wyprowadzce stad. Za naszych czasow to w tamtym miejscu byla urocza kotlinka porosnieta dzikimi kwiatkami typu osty i inne suchorosla.

Licho mnie podkusilo zeby jednak nie isc na Uniwersytet, ale zeby pojsc do Parku Rozanego. Ten park to jest jedno z moich ulubionych miejsc tutaj, ale na wiosne. Teraz w lecie to roz tak jakby mniej. Tak w ogole to ten park otacza Kneset, tutejszy parlament, w zwiazku z czym kazda wycieczka sie tam udaje. Na cale szczescie w Szabas wycieczek do Knesetu nie ma i w parku bylo calkiem spokojnie.

RG1-start

rg2

rg3

rg4

rg5

rg6

rg7

rg8

rg9

RG10-Kneset

RG11-Kneset

Na koncu Parku Rozanego odkrylem cos nowego: obserwatorium ptakow. Jest to taka szopa w ktorej mozna siedziec i obserwowac (przez szczeline) ptaki. Zadnego specjalnego latajacego stworzenia nie udalo mi sie tam zobaczyc, niestety, ale troche sobie odpoczalem.

RG15-birds

RG12-birds

RG13-birds

RG14-birds

Kiedy tak patrzylem na te ptaki wcinajace owoce to zglodnialem i postanowilem tez sobie cos przekasic. Poszedlem do Russian Compound (jedno z niewielu miejsc gdzie sa restauracje otwarte w Szabas) i przysiadlem w restauracji Adom ("czerwona"). Wypilem piwko, potem zjadlem wieksze co-nieco, potem wypilem jeszcze jedno piwko.


rst1-a

rst2-a

rst3-a

rst4-a

rst5-a

Jakies licho podkusilo mnie aby pojsc w kierunku Starego Miasta:

S1-municipality

S2-towardMountScopus

Dlaczego pisze ze "licho mnie podkusilo"? A no bo pamietam historie Tomka, ktory mial nowiutki odtwarzacz dyskow kompaktowych, ale poszedl do Starego Miasta i dal sie namowic Arabowi aby wymienic ten wspanialy odtwarzacz na (calkiem prawdopodobnie) bezwartosciowy sznur kamykow dla zony. Pamietajac o tym zblizalem sie w kierunku murow Starej Jerozolimy powtarzajac: tylko nie wymien aparatu na kamyki, tylko nie wymien aparatu na kamyki, tylko nie wymien aparatu na kamyki...

Jak wszedlem w czesc arabska to niestety w koncu wpadlem. Jeden taki mily Arab, pomimo moich zapewnien ze jestem tylko biednym Polakiem, zdolal sklonic mnie abym za prawie wszystkie dolary ktore mam kupil blyskotke dla zony... Oto zdjecia tego ktory teraz ma moje pieniadze (na cale szczescie nie mielismy przed wyjazdem duzo gotowki, wiec BARDZO duzo to to nie bylo. A do szekli sie nie przyznalem, wiec mam jeszcze za co zyc tutaj.)


S3-ShopOwner

S4-ShopOwner

S5-ShopOwner

Po tym udanym (ale nie dla mnie) zakupie poszedlem zrobic pare zdjec w Kosciele Grobu Swietego (Holy Sepulchure Church). Nie, nie modlilem sie tam za Was, ale zdjecia zrobilem dla Was.


S6-HolySep

S7-HolySep

S8-HolySep

S9-HolySep

S10-HolySep

Potem jeszcze powloczylem sie po Starym Miescie, w pewnym momencie znalazlem bardzo ciekawego orla:

S11-Eagle

Ale bylem juz tak padniety ze postanowilem skierowac sie z powrotem do mojej sypialni. Zdjec w drodze powrotnej juz nie robilem bo nie mialem miejsca w pamieci do aparatu. (Ale powrot zajal mi jakies 45 minut jesli nie godzine.)

To by bylo na tyle. Mysle ze czas juz isc spac. Pa pa pa,
Andrzej