Hej Rodzinka i Inni,

Minal juz prawie rok od mojego poprzedniego raportu - dobrze ze ugryzlem sie w jezyk / klawiature i niczego konkretnego nie obiecywalem wtedy. Wyszlo mi jakos tak ze ten kolejny raport czekal doprawdy dlugo na realizacje. A wiecie, tutaj w Stanach to maja taka tradycje listow Bozonarodzeniowych:
     Some people take the annual mass mailing of cards as an opportunity to update everybody with the year's events, and include the so-called Christmas letter reporting on the family's doings, sometimes running to multiple printed pages. While a practical notion, Christmas letters meet with a mixed reception; recipients may take it as boring minutiae, bragging, or a combination of the two. Since the letter will be received by both close and distant relatives, there is also the potential for the family members to object to how they are presented to others
(To jest wziete z Wikipedii, oczywiscie.) Wychodzi mi na to ze ja Wam wlasnie taki Bozonarodzeniowy list pisze tyle tylko ze z pol roku przed terminem... Sprobuje w miare systematycznie podsumowac ostatnie 12 miesiecy.

(Wszystkie miniaturki zdjec ponizej zaprowadza Was do duzych orginalow - po prostu kliknijcie na miniaturke.)

Zaczelo sie smutnie - scieli nam drzewo. Wiecie, z tylu domu mielismy drzewo,
tak ono wygladalo w zimie:   a teraz juz tego drzewa nie ma. Wszystko z powodu tej linii wysokiego napiecia co nad naszym domem idzie:
Bo to niby drzewo uroslo za wysoko i grozilo przebiciem czy cos takiego. Smutne. To sciecie drzewa wprawilo nas przygnebienie a szczegolnie Gosie. I w efekcie Gosia nie zdala swego egzaminu... Bo jak wiecie Gosia zdaje egzaminy aktuarialne ktore wcale latwe nie sa - szczegolnie jesli jest sie osoba wiekowa i pracujaca. (Jak chcecie to o tych egzaminach mozecie poczytac sobie tutaj.) Teraz Gosia sie zawziela i caly czas (wtedy kiedy nie jest w pracy) uczy sie.
Uczy sie w domu     uczy sie na dworze
nic tylko sie uczy. Za bardzo to ja nie jestem z tego powodu szczesliwy bo nikt mi obiadkow nie gotuje ani zadnych innych takich. Czesto to musze z psem o kawalek jedzenia sie klocic:

Z tego Gosiniego zajecia to tylko czasami gdzies wychodzimy. A nawet w Omaha mozna znalezc ladne miejsce, np Joslyn Art Museum.

W Joslyn sa ladne rzeczy i kolo Joslyn tez i nawet mozna tam cos dobrego zjesc

Joslyn to chyba jedno z najladniejszych miejsc w miescie.
I nasze srodmiescie wyglada stamtad najladniej i nawet chmury sa tam najciekawsze
Samochody kolo Joslyn tez sa ciekawe, na przyklad ten:

A wiecie co najbardziej lubie w Joslyn? Zawsze gdy tam jestem to ide spotkac sie z moja panienka...

To jest tak na prawde ciekawe - w domu to my nic ladnego nie mamy. Prawda, w domu to my nic nie mamy... Najladniejsze (najciekawsze) to sa dwie rzeczy:
srebny perski talerz z Iranu (od Saharona) i obrazek namalowany przez jednego takiego Araba w Bagdadzie
(Oh to nasze stale zafascynowanie Bliskim Wschodem! ) A tak poza tym to nic ladnego. Jak juz cos ladnego sprobowalismy kupic to wyszlismy na idiotow. To bylo tak:
W sklepie przyuwazylismy kwitnacego kaktusa i postanowilismy go zakupic.
Kaktus zostal ustawiony na miejscu honorowym. I stal. I dopiero po jakims czasie Gosia zauwazyla ze ten kwiatek to jest... dolepiony!!! Przyjrzyjcie sie uwaznie sami.

      
Do tej pory sie sami z siebie smiejemy - tak ze juz Wy smiac sie z nas nie musicie :-).

Wracajac do mojego raportowania: Gosia jak sie rzeklo przez caly czas uczy sie. A ja tez pracuje. Oczywiscie dowodzenie twierdzen jest tym co chcialbym robic stale, ale to sie nie da tak. Czasami musze tez zajmowac sie studentami. I uczyc ich w klasach, i zajmowac sie nimi poza klasami. Bo ja jestem stalym opiekunem Klubu Matematycznego (obejrzyjcie sobie Picture Album tamzesz). W czasie calego poprzedniego roku akademickiego duzo matematyki nie porobilem, glownie to liczylem na wakacyjny (coroczny) pobyt w Jerozolimie. Niestety, problemy z plecami (dysk) i paszportem uniemozliwily mi wyjazd w tym roku. Bo wiecie, w dniu 22 lipca Roku Panskiego 2005 zostalem obywatelem Stanow Zjednoczonych Ameryki Polnocnej. I w zwiazku z tym i wszystkimi procedurami nie moglem wyjechac ze Stanow. I do tego te moje plecy caly czas mnie bolaly. Cale wakacje przesiedzialem wiec na twardym krzesle gapiac sie w ogrodek

       
czy tez Gosie (i psa) w ogrodku
   
W lipcu juz czulem sie lepiej i chodzilem na spacery do naszego parku

      
Ale to nic - przez to cale moje uziemienie to siedzialem i pracowalem nad matemyka w domu. Z pewnymi wynikami ktore mnie ciesza. Dostalem tez pozycje Visiting Professor na moim ukochanym Uniwersytecie Hebrajskim na 9 miesiecy w przyszlym roku. Biore wiec wolne w Omaha i od 1go stycznia 2006 do 31 grudnia 2006 mnie tu nie bedzie - bede w Izraelu. (Mysle ze uda mi sie te 9cio miesieczna pensje rozciagnac na rok - a jesli nie, to ja mam w koncu pracujaca zone, no nie?) Ta rzecz w Izraelu to jest bardzo duza i honorowa wiec ja juz jestem pijany ze szczescia.

Zmieniajac temat: siedzac tutaj w czasie wakacji zauwazylem cos czego do tej pory nie wiedzialem (bo w lecie tu nie bylem): kolo domu mamy weze

(patrzcie tez na dol tej strony ). A na oknach mamy wielkie pajaki i pajeczyny
       
(znowu popatrzcie tez na dol tej strony).

Musze tez sie przyznac ze oprocz pisania prac i dowodzenia twierdzen i ogladania / podziwiania przyrody dookola domu to ja spedzalem tez troche czasu na internecie. Bo wiecie, ostatniej wiosny odkrylem blogi. Oczywiscie ze wiedzialem o ich istnieniu wczesniej, jesli nie od samego poczatku - w koncu ja jestem Internetowym Dinozaurem (robiac porzadki na moich stronach odkrylem takie datowane do 1996...) Chodzi mi o to ze aktywnie blogow nie czytalem i bylem przekonany ze sa one zdominowane przez niezbyt wyedukowane szczeniaki. Bardzo sie mylilem! Czytajac cos-tam w Gazecie Wyborczej trafilem na polaczenie do jakiegos-tam bloga. I tak od bloga do bloga odkrylem cala siec ludzi piszacych czasami ladna a czasami umyslnie smieszna polszczyzna, zwykle bardzo interesujaco. Cecha charakterystyczna blogow jest to ze ich autorzy sa anonimowi, ale to mi nie przeszkadza. Mam taka grupe blogow ktore lubie czytac przy porannej kawie (zamiast gazety) - zaczynam od dwoch pisanych poza Polska:

bigapple Polka w Nowym Jorku. Zakochana w tym miescie i w swoim mezu pisze urocze kawalki o tym pierwszym zwykle ignorujac drugie. Troche egzaltowana ale wydaje sie byc bardzo fachowa i wiedzaca
hasz Polak w Paryzu - ciekawe zdjecia i intrygujace do nich teksty

A potem przechodze do tych pisanych w Polsce:

M.R.Makowski Makowskiego nie da sie opisac, Makowskiego trzeba doswiadczyc. Ile mozna sie z tego jego bloga nauczyc! Makowski to Artysta. (Choc strasznie ciety na PRL. Ale jest on konsekwentny i niesprzeczny.)
perturbacje Ladny / ciekawy blog pisany przez mezczyzne we Wroclawiu - wiec podwojnie mnie przyciagajacy
aanne Wojujaca feministka - Artystka - businesswoman. (Tak zgaduje)
jolinda Sam nie wiem czemu kojarzy mi sie z J. Chmielewska
pajeczaki Wlasnie, Pani Pajeczyna!

Jest jeszcze pare innych blogow ktore bym chcial Wam polecic, ale jak dam tego za wiele to nikt nie zwroci uwagi. Moze o tych polskich blogach napisze osobny kawalek kiedys? (Bo sa one bardzo ciekawym zjawiskiem kulturowym.)

Koncze na razie - czas zbierac sie do spania. Znowu niczego nie obiecuje, ale moze nastepny raport bedzie przed swietami?

Trzymajta sie cieplo wszyscy! Pa pa pa,
Andrzej



[Back]    Powrot do Strony Raportow
 
 

Last modified: Tue Aug 23 21:57:46 CDT 2005